Jestem wojownikiem, więc było dla mnie dość upokarzające zepchnięcie z szybko-jadącego auta o pół mili od bezpiecznego domu. Wylądowałam na moim rannym skrzydle, oczywiście skrzywiłam się i poturlałam na przystanek. Moje ręce były związane za plecami. uklęknęłam, po czym tak szybko, jak tylko mogłam wstałam.Byłam roztrzęsiona i czułam się słabo. Moje skrzydło było zabarwione skrzepłą krwią. Byłam oszołomiona i głodna. Bolała mnie twarz, a mój policzek był spuchnięty i ciepły. Całe stado i ja mamy silne, wrodzone poczucie kierunku, więc po chwili odwróciłam się i zaczęłam biec truchtem na wschód. Po dotarciu do bezpiecznego domu, udałam się do tylnych drzwi, które były zamknięte, oczywiście dlatego, że wcześniej wyszłam przez okno. Mój plan miał być sprytny, tak aby nikt nie zauważył. Odwróciłam się i ruszyłam do przednich drzwi. Cały ten epizod zakończył się beznadziejnie. Musiałam zadzwonić do drzwi z przodu domu. Nagle Total zaszczekał, jak prawdziwy pies. Zasłona drgnęła, a potem moja mama otworzyła mi drzwi. Popatrzyłam na jej szerokie, brązowe oczy. Moja mama jest weterynarzem, więc opatrzyła moje skrzydła, kiedy Jed bezskutecznie próbował dowiedzieć się, co się stało. Nie chciałam mówić im o Chu i o tym, co mi się wydarzyło, więc tylko mruknęłam coś o trafieniu przez zabłąkaną kulę w dziwnym wypadku.
-Nie powinnaś latać co najmniej przez tydzień.-powiedziała stanowczo mama.-Od razu zinterpretowałam to jako trzy dni.-I ja naprawdę mówię o tygodniu.-dodała patrząc na mnie surowo.-A nie o trzech dniach.-Ona mnie znała. Później tego dnia CSM przenieśli nas do innego domu, tym razem w Yucatan, dżungli w meksyku. Nie ma tam tak wielu ludzi, a powietrze jest czystsze. Ale co ma tutaj do rzeczy jakość powietrza? Nie mogłam latać. Nie jest to moim najgorszym koszmarem, ale innych tak, bo zamieniają się w takich zepsutych czarowników. Po południu pierwszego dnia stado było gotowe do drogi.
sobota, 28 listopada 2015
niedziela, 22 listopada 2015
Rozdział 14
Pomyślałam, że rozdział 13 był bardzo krótki, więc przetłumaczyłam jeszcze 14. Zapraszam do czytania :)
-Mówię ci, że nie jest martwa.-Ostry, silnie akcentowany
głos przedostał się do moich zaspanym uszu. Następną rzeczą, jaka do mnie
dotarła był ból w moim skrzydle. Tak bardzo mnie bolało, że miałam ochotę się rozpłakać.
Lub przynajmniej głośno zakwilić.
-To nie jest martwe.-powiedział M-dziwak. Spodobało mi się
jego imię.-Jest wiotkie.
-Krwawi.
-Postrzeliliśmy to, aby ściągnąć je z nieba.
(Okay, so it
wasn’t lilting poetry, but it was leagues ahead of chess-playing computers.-Znowu
nie rozumiem o co chodzi) Tak zabawnie było słuchać, jak rozmawiają na mój
temat, tak jakby mnie tam nie było. Jednak to było tylko marnowanie czasu. Otworzyłam
oczy i zakaszlałam. Znajdowałam się na kocu, położonym na podłodze. Podłoga
kiwała się delikatnie, w sposób, który od razu rozpoznałam, byłam na łodzi. Starałam
się powstrzymać od krzyczenia z bólu. Przede mną stał Azjata, kilka cali niższy
ode mnie, ale to ja jestem niesamowicie wysoka. Był przysadzisty i nosił
okulary i niby zwykły granatową, chińską marynarkę, jaką możecie zobaczyć w
niektórych starych filmach. Grube, czarne włosy miał zaczesane mocno do tyłu.
-Maximum Ride.-powiedział nie
podając mi ręki.-To ja jestem Mr. Chu.
-Czego chcesz, Mr. Chu?- (Might as well cut right to the chase.-Tego też
nie rozumiem.)
-Chcę ci wyjaśnić, że natychmiast
powinnać zerwać kontakt z koalicją Powstrzymać Szaleństwo.-powiedział
mężczyzna, uważnie patrząc mi w oczy. To nie mogło być wszystko.
-I?-zapytałam.
-Nie wiesz, kim oni są naprawdę.-ciągnął-Oni
wykorzystują cię do realizowania swoich własnych celów.
-Oni płacą nam pączkami.-Czułam się
zobowiązana o tym powiedzieć.
-Reprezentuję grupę bardzo silnych i
bogatych biznesmenów z całego świata.-powiedział Chu.
-Oczywiście, że tak.-Powiedziałam
łagodnie, starając się szukać wyjścia, które nie byłoby zbyt oczywiste.
-Tylko my wiemy, co tak naprawdę się
dzieje.
-Oczywiście, że tak.-Był mały świetlik-Czy
mogłabym…oh, Max nie lata. Porażka.
-Możliwe, że nadchodzi apokalipsa.-powiedział ostrożnie Chu.
Był coraz bardziej i bardziej zaniepokojony.
-Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to powiedziała.
-To prawda! Moja grupa przetrwa apokalipsę. Jesteśmy
jedynymi, którzy nie wyginą podczas gdy światowi przywódcy będą dążyli do
zniszczenia siebie nawzajem.
-Twoim marzeniem chyba też jest zostanie światowym liderem,
prawda?-powiedziałam ze współczuciem.
Klap!
Mój błyskawiczny refleks pozwolił mi odchylić głowę na bok,
kiedy rzucił się do przodu, aby uderzyć mnie batem, ale dał mi dobry klaps w
policzek. Powoli wyprostowałam się, czując jak mój policzek płonie, a
wściekłość rośnie.
-Jesteś głupią, arogancką dziewczyną!-prawie pluł-Jeśli ty i
twoje stado przyłączycie się do naszej grupy, nie będziecie ścigani i niszczeni. Możemy użyć cię w naszym
zespole. Ale jeśli wciąż będziesz tak arogancka i głupia, wkrótce zostaniesz wyeliminowana.
Nie będzie dla ciebie miejsca w nowym świecie.
-To też już słyszałam.-Warknęłam i zacisnęłam mocno
pięści.-Ja i stado nie jesteśmy na sprzedaż, Chuey. Więc wszystko, co mogę ci
powiedzieć to (bring it-nie wiem o co tu chodzi)! Byłam przygotowana, że
wszyscy strażnicy się na mnie ze stalowymi pięściami, przekonując do argumentów
Mr. Chu. Zamiast tego mężczyzna pochylił się nade mną. Pachniał papierosami.
-Przykro mi, że ty i stado niedługo będziecie martwi. Ale
moi naukowcy na pewno będą się cieszyć odbierając ci to, na czym ci zależy.
-Jeśli twoi naukowcy chcą mnie odseparować.-powiedziałam z
powagą- Oczywiście, że nie będę już więcej odliczać. (znowu nie wiem o co
chodzi-If your scientists take me apart,” I
said solemnly, “clearly, I won’t be ticking anymore.)-Chu praktycznie parował
ze złości, ale dalej trzymał się swojego scenariuszu.
-Możesz uważać, że zmyślam, ale to
co mówię jest prawdą. To jest takie prawdziwe, jak ból w twoim skrzydle, czy na
twarzy. A mówiąc o bólu, Maximum…Powinnaś wiedzieć, że jesteśmy mistrzami w
sztuce perswazji (przekonywania).
-Ból mija.-powiedziałam powoli-Ale
wariactwo zostaje. Zgadnij, kto tu dostał lepszą ofertę?
Ostatnią rzeczą jaką zapamiętałam
była twarz Mr. Chu płonąca z wściekłości.
sobota, 21 listopada 2015
Rozdział 13
Napisałam, że rozdział pojawi się najpóźniej jutro, ale nie zauważyłam, że jest aż taki krótki. Udało mi się go przetłumaczyć. :)
Zostałam zepchnięta w tył ciężarówki, ogrodzona przez tak
wielu strażników, że ciężko mi było cokolwiek zobaczyć. Moja rodzina nie miała
pojęcia, gdzie się znajduję. W moim prawym skrzydle była wielka dziura, a jedna
z jego kości prawdopodobnie była złamana. Mieli całkowitą przewagę liczebną,
wiedzieli gdzie mam się spotkać z moim nowym, tajemniczym wrogiem, Mr. Chu. Postanowiłam
zdrzemnąć się.
-Przepraszam, wybaczcie mi.-wymamrotałam opadając na kolana.
Wielu strażników natychmiast skuliło się obok mnie, czekając
na śmiałą ucieczkę. Chciałabym uciec, ale co niby miałam zrobić? Prześlizgnąć
się pomiędzy ich nogami? Zamiast tego skuliłam się w kłębek i położyłam na lewym boku, trzymając moje
uszkodzone skrzydło na wierzchu. Bolało jak cholera, czułam pulsujący, piekący
ból, który z każdym uderzeniem serca przypominał mi, że nie mogłam już latać.
Strażnicy nie wiedzieli, co z tym zrobić. Zgaduję, że nie byli zaprogramowani
do wzruszania ramionami i robienia obojętnych min. Nie byli (tu pisze
Erasers-nie wiem o co chodzi, może o Likwidatorów?), ani latającymi maszynami
(Flyboys-może chodziło o Fruwołki?). Nie byli coraz to bardziej zaawansowanymi
robotami-żołnierzami, które stworzył Uber-Dyrektor. Cholera, nie wiedziałam kim
oni byli. Tylko zabijające maszyny o delikatnych dłoniach i kostkach. Rodzaj
naukowy, dziwaczne maszyny. Hej! M-dziwacy (M-Geeks)! Dobrze. Teraz mieli
imiona, przynajmniej w mojej głowie. Byłam bardzo zmęczona. I chciałam spać.
Czekacie na kolejne rozdziały?
Przetłumaczyłam już prawie cały następny rozdział. Pojawi się na blogu najpóźniej jutro. Ale w międzyczasie może warto coś przeczytać? Chciałabym polecić Wam kilka ciekawych książek, które ostatnio czytałam:
1) Trylogia "Niezgodna"+książka "Cztery"
2) Seria "Więzień labiryntu"
3) Seria "Baśniobór"
4) Trylogia "Angelfall"
5) Seria "Wybrani"
6) Seria "Micheal Vey"
7) Książka "Przystań wiatrów"
Pozdrawiam,
Ambitna.
1) Trylogia "Niezgodna"+książka "Cztery"
2) Seria "Więzień labiryntu"
3) Seria "Baśniobór"
4) Trylogia "Angelfall"
5) Seria "Wybrani"
6) Seria "Micheal Vey"
7) Książka "Przystań wiatrów"
Pozdrawiam,
Ambitna.
sobota, 14 listopada 2015
Rozdział 12
Zamieszczam rozdział 12. Nie zrozumiałam kilku rzeczy, ale mam nadzieję, że jakoś sobie poradzicie :)
Dla wszystkich, którzy uczyli się
o fizjologii zwierząt, mogę potwierdzić, że istnieje bardzo dobry powód, dla
którego latające stworzenia zawsze mają dwa skrzydła. Z jednym nie da się
latać. (Pisało tu: „One wing doesn’t cut it.” Nie mam zielonego pojęcia, co to
znaczy L) W
tym czasie, analizowałam, co dokładnie się stało. Byłam około dziesięciu sekund
drogi od domu, prawie umarłam. Zebrałam całą energię w moim sprawnym skrzydle i
rozpaczliwie próbowałam unieść się nad ziemię, nie wyglądając przy tym jak jakiś
umierający głupiec. Uniosłam się niezręcznie kilka stóp w górę, następnie
opadając, jak jeden z tych zabawkowych helikopterów. To było to. Kiedy to
wszystko się skończy, chciałabym umrzeć, nagle, niespodziewanie. Bez ostrzeżenia
i sama. Jestem twardym dzieckiem, ale muszę przyznać, że zamknęłam oczy, kiedy
byłam około 30 stóp od asfaltu, czy jakiegoś parkingu. Było mi przykro, bo być może
ktoś chciał mnie znaleźć. Miałam nadzieję, że stado będzie myślało, że umarłam,
a nie że tylko zaginęłam. Więc nie będą musieli mnie szukać. Pomyślałam o
wszystkim co tracę, o wszystkich podjętych przeze mnie decyzjach… Bum!
-Aiiiieee!!!!
Interesujące, że kiedy spadałam na
ziemię byłam cicho jak grób. Dopiero potem zaczęłam piszczeć, jak mała
dziewczynka. Kiedy stałam w obliczu nadchodzącej śmierci, uderzyłam o coś.
Odbiłam się ciężko od trampoliny. Coś wstrząsnęło moim rannym skrzydłem.
Skrzywiłam się i wzięłam głęboki oddech i wtedy znowu się odbiłam, nie zbyt
wysoko i znowu. Wyciągnęłam moje ranne skrzydło. Czułam lekką, ciepłą krew,
zlepiającą moje pióra. Jeszcze kilka odbić i udało mi się wstać. Gwałtownie
rozglądnęłam się dookoła. Było tu około stu
New Threat guys (nie wiem o co tu chodzi), stojących wokół trampoliny,
obserwujących moje upadki, jakbym ja była myszą, a oni wszyscy kotami,
patrzącymi na mnie jasnymi oczami.
-Mr. Chu chce się z tobą
widzieć.-zakomunikował jeden z nich.
Zdjęli mnie z trampoliny i
natychmiast otoczyli, nie dawając mi żadnych szans. Nie mogłam latać. Było ich
za dużo, żebym dała radę się uwolnić. Tak prawdopodobnie wielu ludzi czuje się
cały czas. To jest do bani.
Subskrybuj:
Posty (Atom)