Wyszli i robili charakterystyczne dla siebie rzeczy. Total ćwiczył starty i lądowania. Ostrzegałam ich, żeby uważali i mieli się na baczności, aby nie zatrzymywali się na zbyt długo. Jednak nic się nie stało. Żadnych problemów, nikogo nie postrzelono. Nikt nie został porwany i wywieziony, aby zobaczyć się z wściekłym Azjatą. Ja zostałam w domu i musiałam zdrowieć.
-Jed.-powiedziałam, zwracając się do niego z własnej woli, pierwszy raz od dawna. Uśmiechnął się i uniósł brwi, patrząc na mnie.-Czy słyszałeś kiedyś o Mr. Chu?-zdawało się, że krew odpłynęła z jego twarzy i widziałam, że musiał walczyć sam z sobą, aby utrzymać spokojny wyraz twarzy.
-Nie-powiedział wolno, kręcąc głową.-Nie dokładnie, ale skąd znasz to imię?
Wzruszyłam ramionami, a on odszedł. Dał mi wszystkie odpowiedzi, które potrzebowałam. Później oglądałam moje stado, które odlatywało beze mnie. Musieli się świetnie bawić.
-Max.
-Co?-warknęłam, odwracając się w stronę okna. Stała tam moja mama. Poczułam się trochę źle, bo odezwałam się do niej takim tonem.
-Daj spokój. Mam zamiar pokazać wam, jak zrobić Puchero Yucateco.
*Puchero – potrawa ciesząca się największą popularnością w kuchni hiszpańskiej oraz krajach Ameryki Południowej.
Puchero przyrządza się z kawałków mięsa różnego rodzaju oraz warzyw np.
grochu, papryki, kapusty, kukurydzy itd. Odpowiednikiem puchero może
być bigos bądź leczo.
I jeszcze zdjęcia, kliknij TUTAJ
Delikatnie odciągnęła mnie od okna. Proszę, niech to nie będzie dla mnie kolejne rzemiosło. Modliłam się w duchu. Jeśli ona wyciąga włóczkę-to jak się okazuje będzie... Jak się okazuje, Puchero Yucateco to gulasz z trzech rodzajów mięsa. Ja z mamą i Ellą spędzamy w kuchni całe popołudnie, siekając składniki, mieszając i mieszając. Mama pokazała nam, jak ocenić, czy cebula ugotowała się wystarczająco, żeby być słodka i jak stwierdzić, że mięso jest już ugotowane (zazwyczaj po prostu czekałam, aż przestanie się poruszać). Kroiłyśmy papryki habanero i pomimo wszystkich ostrzeżeń dotknęłam powąchałam mój palec, więc zaczęło palić mnie w nosie, a moje oczy łzawiły. Zaczęłam biegać po kuchni krzycząc "Uh, uh, uh!", kiedy Ella padała ze śmiechu. Typowe sytuacje, wydarzające się w rodzinie.
-Hę, dlaczego Max jest w kuchni?- zapytał Gazik idąc, jego twarz była zaczerwieniona, a włosy jak zawsze potargane od wiatru. Oczywiście, że jemu było dane spędzać ten chwalebny, radosny czas szybując wysoko nad światem. I to nie było dla niego nic specjalnego.
-Gotujemy-powiedziała mama.
-Ona po prostu dotrzymuje ci towarzystwa?-zapytał, nerwowo mrużąc oczy.
Kuks, Kieł, Iggy, Angela i Total, wszyscy tłocząc się w kuchni patrzyli na drewnianą łyżkę w mojej ręce.
-Nie-powiedziała mama, starając się zachować powagę.-Ona gotuje.
Stado szybko wymieniło pomiędzy sobą zaniepokojone spojrzenia.
-Gotujecie...jedzenie?-zapytała Kuks.Usłyszałam, że ktoś szepce coś o zamawianiu pizzy.
-Tak, gotuję jedzenie, jest smaczne i wy będziecie je jeść!
I tak właśnie spędziłam trzy dni przymusowego wypoczynku. Stado widziało wszystkie cuda Majów na Yucatanie, a ja nauczyłam się gotować coś innego niż zimna owsianka. Nie miałam wiele ruchu, jednak moje skrzydło wyzdrowiało i wkrótce nadszedł czas, aby odejść. Myślałam o udaniu się do Ameryki Południowej. Ale stado miało różne pomysły. Kiedy wyzdrowiałam, urządziliśmy głosowanie. Chcieli wypróbować dzienną i nocną szkołę Jeda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz