Nareszcie udało mi się przetłumaczyć kolejny rozdział! Nie jest do końca dopracowany, ale wiem, że bardzo długo czekaliście, więc wstawiam.
Czy wiecie, co jest najlepszym uczuciem, jakie może istnieć?
Latanie samemu w nocy. Ryzykowne. Tylko ty i wiatr. Przecinając powietrze, jak
miecz wznosisz się wyżej, wyżej, aż poczujesz się, jakbyś mógł chwycić gwiazdę,
przyłożyć ją do piersi i spalić razem z sobą. Przypomnijcie mi kiedyś, żebym
zebrała to w jeden emocjonujący, bzdurny tom wierszy, pod poetycko-brzmiącym
nazwiskiem, jak Gabrielle Charbonnet de la coś tam-Schmancy.
(Nie żartuję. Widziałam to nazwisko na plecaku we Francji. Biedne dziecko.)
Zataczam koła na niebie. Lecę tak szybko, jak tylko potrafię. Moje skrzydła
poruszają się jak tłoki, w górę i w dół, mocno i gładko. Kiedy wyczuwam prąd
ciepłego powietrza, zanurzam w nim skrzydło, aby móc zatoczyć ogromne koła
wielkości boiska footballowego. Wdech, wydech. Wszyscy są w domu, pogrążeni we
śnie. Przynajmniej mam taką nadzieję. Zamierzam wrócić, zanim ktokolwiek się
obudzi i zacznie panikować, że zostałam porwana, czy coś w tym stylu. Ale teraz
potrzebuję trochę czasu, przestrzeni. Po raz kolejny los stada leżał w moich
rękach i po raz kolejny wydawało mi się, że tak naprawdę istnieje tylko jedno
rozwiązanie. Wystarczy umieć jasno myśleć, żeby wiedzieć, że w tej sytuacji
naprawdę nie mamy wyboru. Szkoła nigdy nie była realnym wyborem. Dlaczego
reszta stada tego nie dostrzegała? Byliśmy stadem. Jesteśmy ostatnimi,
najbardziej udanymi, wciąż żyjącymi mutantami, które udało się stworzyć w
szkole. To ugruntowało nam jedną drogę w życiu, jeden los: uciekać-zawsze.
Dlaczego reszta stada żyła w przekonaniu, że mamy jakikolwiek inny wybór? To
tylko marnowanie czasu. Oczywiście to zawsze ja muszę być tą złą, która
zniszczyła wszystkie nadzieje i marzenia. Myślicie, że lubię być uciążliwa dla
stada? Nie. Wdech, wydech. I Kieł. On zazwyczaj mnie wspierał. Doceniałam to.
Ale później się zmienił i chciał tylko,
abyśmy znaleźli się na bezludnej wyspie, po prostu usiedli, zjedli kokosy i
zrelaksowali się, tak aby nikt nie wiedział, gdzie byliśmy. Czasami wydawało mi
się, że to dobry pomysł. Ale jak długo moglibyśmy tak żyć? Wcześniej, czy
później Kuks chciałaby kupić nowe buty, albo Gazownikowi zabrakłoby komiksów,
albo Angela zadecydowałaby, że będzie rządziła światem i co byśmy wtedy zrobili?
Dobrze. Wracając do mnie, mówię wszystkiemu nie. I Kieł. Najpierw mnie całował,
a potem flirtował z Dr. Stupendous i kiedy patrzył na mnie tymi ciepłymi,
czarnymi oczami…Nagle poczułam okropny ból, ból zaczął rozprzestrzeniać się od prawego
skrzydła, zamroczył mi mózg. Ale skoro byłam przyzwyczajona do tego, aby nie
krzyczeć z zaskoczenia lub bólu, wciąż wpatrywałam się głupio w dziwnie duży
otwór, kiedy jak spirala zaczęłam spadać na ziemię. Zbyt szybko. Zostałam
postrzelona. Spadałam i nie mogłam przestać.
ok czekam na dalsze ... w zasadzie ile jest w sumie rozdziałów ? bo nie mogę zacząć czytać puki nie ma wszystkiego a ciekaw jestem jak dużo tego jeszcze masz do tłumaczenie i oczywiście wielkie dzięki że to robisz
OdpowiedzUsuńRazem około 70 rozdziałów ;)
UsuńHej! Dzięki za tłumaczenie! Czekam na dalsze rozdziały, ale rozumiem, że nie masz czasu bo sama jestem w 1 gimnazjum i też nie mam za dużo czsu ;D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Dziękuję za kentarz. Postaram się zamieścić następny rozdział w przeciągu tygodnia. Pozdrawiam :) :) :) :) :) I dziękuję, że czytasz. :) :) :) :)
Usuń*komentarz-głupia autokorekta :(
Usuń