niedziela, 6 września 2015

Rozdział 1-skopiowane

I jeden, i dwa - powiedziała Kuks, pochylając się pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Jej płowe, rudobrunatne skrzydła lśniły ciepło w popołudniowym słońcu.
  Za nią Gazownik wydał dźwięk przypominający hamulec, gdy opuścił nogę i drastycznie zwolnił.
-Hej, patrzcie na mnie! - zawołał, składając skrzydła i nadając ciału nieopływowy kształt. Jasne włosy ośmiolatka stanęły mu na głowie, gdy poleciał w dół.
Przewróciłam oczami.
- Gazik, trzymaj się choreografii! - chłopiec spadał szybko, więc musiałam wrzeszczeć, żeby mnie usłyszał. - To płatna praca! Nie wygłupiaj się!
  Okej, przeważnie płacili nam w donatach, ale mniejsza o to.
Nawet z tej wysokości słyszałam, jak publiczność wstrzymuje oddech, zauważywszy, że jeden z nas spada w dół jak kamień. Dałam Gazikowi pięć sekund, zanim polecę po
niego na dół. Jeden... dwa...
  Nie byłam pewna co do wzięcia udziału w tym całym pokazie lotniczym, ale jak miałabym odmówić mojej własnej mamie? Po ostatnich "pracujących wakacjach"
  w Ant-cholernej-arktydzie, moja mama i grupa naukowców stworzyła organizację o nazwie Koalicja Przeciwko Szaleństwu, w skrócie KPS. Zasadniczo, próbują oni powiedzieć całemu światu
o niebezpieczeństwie ukrytym w zanieczyszczeniu środowiska, o gazach cieplarnianych, zależności od zagranicznej ropy naftowej i tym podobnych.
  W chwili obecnej ponad tysiąc naukowców, nauczycieli, senatorów i zwykłych ludzi angażuje się w KPS. Jeden z członków-nauczycieli wyszedł z inicjatywą zrobienia
air-show, by jeszcze bardziej rozpowszechnić działalność koalicji. Myślałam, że wystąpią Blue Angels albo Schmue Angels, ale pokaz lotniczy zmutowanych, latających dzieci?
  Proszę was! Kto powiedział, że w ogóle się zgodzimy?
  Tak więc tu jesteśmy, latając w perfekcyjnych formacjach, wykonując triki, powietrzny taniec, la la la, nas sześciu i Total, którego skrzydła już w pełni się rozwinęły.
  Przynajmniej mógł latać, ale nie był do końca sprawny jak Barysznikow*.            Gdyby Barysznikow był małym czarnym terierem szkockim ze skrzydłami, to może tak.
  Kiedy policzyłam do czterech, Gazownik zakończył swój swobodny spadek i z powrotem wzniósł się wyżej, ze szczęściem malującym się na naprawdę czystej twarzy.
  Współpraca z KPS przynosiła też pewne korzyści, przede wszystkim jedzenie i przyzwoite miejsce do spania. I, oczywiście, widzenie się z moją mamą, czego nigdy nie będę miała dość,
po przeżyciu pierwszych czternastu lat bez wiedzy o tym, że ona istnieje (Opowiadałam o tym wszystkim we wcześniejszych książkach, jeśli chcesz, to idź kupić).
-Hej - powiedział Kieł, zrównując się ze mną.
  Moje serce lekko podskoczyło, gdy zobaczyłam, jak słońce odbiło się w jego czarnych jak noc skrzydłach. Takich jak jego oczy. I włosy.
-Musisz być takim sztywnym dziwakiem?- zapytałam go mimochodem, odwracając wzrok.
  Kieł uniósł kącik ust. Była to jego wersja niepohamowanego, głośnego śmiechu. Wzruszył ramionami.
-To praca.
-Ta. Do momentu, gdy nie będą się przejmować pracą nieletnich - zgodziłam się.
  Jesteśmy trochę dziwną bandą, moje stado i ja. Kieł, Iggy i ja mamy po 14 lat, mniej więcej. Oficjalnie, technicznie, prawnie, jesteśmy nieletni. Ale żyjemy zdani tylko na siebie
już od lat i zwykłe prawa opieki nad dziećmi wydają się nie mieć u nas zastosowania. Jeśli dłużej o tym pomyśleć, wiele praw wydaje się nas nie dotyczyć.
  Kuks ma w przybliżeniu jedenaście lat. Gazownik osiem. Angela ma gdzieś około sześciu. Nie mam pojęcia ile lat ma Total i jak przelicza się ludzkie lata na psie, i szczerze
mówiąc nie obchodzi mnie to.
  Nagle, nie wiadomo skąd, Angela spadła na mnie z jej osiemnastoma kilogramami pierzastej zabawy.
-Hej! Co robisz? - zawołałam, spadając pół metra w dół. Wtedy to usłyszałam: wysoki, aż nazbyt znajomy świst pocisku przelatującego tuż obok mojego ucha, wystarczająco blisko, by zdmuchnąć kosmyk moich włosów na bok.
  W następnej sekundzie Total zapiszczał przeraźliwie, wirując w powietrzu, a jego małe czarne skrzydła trzepotały gorączkowo. Szybka reakcja Angeli uratowała mi życie.
  Ale Total został postrzelony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz