niedziela, 6 września 2015

Rozdział 9-skopiowane

Dr Dwyer i CSM zorganizowali dla nas bezpieczny dom - aktualnie piąty. Cztery służyły do zwabienia - i utrzymuje rzeczywistą lokalizacje w tajemnicy. Dopóki nie bylismy w samochodzie. Czysta przynęta.
  - Oglądanie bitew jest trudne, jeśli się nie jest do tego przyzwyczajonym. - powiedział Kieł patrząc na bladą twarz Brigid. Skinęła nerwowo głową. Ciągle chciała utrzymać swoją nieskazitelnie obojętnąreputację. Ale uwieżcie mi, czy nie - już dawno jej się pogorszyła. Nie była ranna, ale jej ubrania były poplamione krwią. Stałam obok niej, gdy wpadłam na genialny pomysł, że Nowe pomarańczowe Zagrożenia mają słabe punkty.
  - To nie jest piknik, nawet jeśli jesteś do tego przyzwyczajona - powiedziałam
  - Jakie były te rzeczy ? -Spytał Iggy, ocierając jego posiniaczone i obdarte kostki.
- Nie wiem - odpowiedziałam. Szczerze ? Zastanawiałam się nad tym juz wcześniej. To nie były Likwidatorzy lub hybrydy. To nie były Omegi. To były roboty z odrobiną mięsa. Coś na wzór i ludzi i robotów. Nie rozmawiali, ale to nie znaczy, że nie potrafili. Ale napewno nie umieli latać.
- To zagadka - dokończyłam w końcu i stwierdziłam, że będę się tym martwić później. Teraz byłam głodna i trochę chwiejna od spadku adrenaliny.
  Odgarnęłam włosy z oczu i kątem oka dostrzegłam, że Dr Dwyer ma inne ułożenie włosów - bardziej stanowcze - jakby chciała w ten sposób stać się bardziej poważna. Raz w życiu obcięłam sobie włosy u fryzjera. Nie. Raz w życiu to właśnie fryzjer obcinał mi włosy. Tak. Ale to było wiele, wiele bitew temu.
  - no i jesteśmy - obwieściła Brigid, kiedy wjechaliśmy na podjazd niewielkiego domu. Doy tutaj były niespodziewanie blisko siebie. Jakby je ktoś zszykwką spiął. Ulice były pełne psów,samochodów i starannie nawleczonej bielizny.
  Automatycznie obserwowała, skanowałam teren. Oglądałam się za dobrymi kryjówkami, punktami podatności. Czy te okna były łamliwe? Sprawdzałam też, jakie (i czy) drzewa są na naszej drodze, i w okolicy. Kieł wysiadł pierwszy. Przeczesał wzrokiem okolice i stwierdził, że jest bezpiecznie.
  Reszta z nas rozglądnęła się szybko i pobiegła na tył domu. Czułam się zmęczona i rozdrażnionia i, co gorsza, zdałam sobie sprawę, że Brigid ciągle wlepia swój wzrok w Kła. Miałam ochotę zjeść 3 banany i zemdleć.
  Ciepłe żółte światło rozlało się przez okno, tworząc skośny prostokąt na trawie. Kiedy dotarliśmy do drzwi, one otworzyły się. Nagle się zatrzymałam. Nogi miałam trochę jak z żelków, ale były gotowe do skoku,gotowe do działania - jeśli jakieś niebiespieczyństwo czychało za drzwiami. Zrozumiałam, że stanęłam tak nagle, iż Angela we mnie wpadła.
  Na początku widziałam tylko sylwetkę. W tej samej chwili, znajomy zapach uniósł się w ciepłym nocnym powietrzu.
  Czekoladowe ciasteczka. Mmm! Ciepłe i świeże, prosto z pieca.
  Sylwetką była moja mama, Dr valencia Martinez, i ona uśmiechała się do mnie.
  I nagle świat wydawał się lepszy, piękniejszy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz