niedziela, 6 września 2015

Rozdział 7-skopiowane

Nigdy nie widziałeś jak mega może być megalopolis* , do czasu gdy nie zobaczyłeś Meksyku. Miasto. Zgaduję, że mogą być większe miasteczka w jakiś Chinach albo co, ale hello, Meksyk wygląda jak gdyby się nie kończył!
  W każdym razie, Zmora mojego Istnienia i ja zgodziliśmy się na jeszcze jeden pokaz lotniczy, i oczywiście jeden był w Meksyku, gdzie Dr. Wspaniała spotkałaby nas.
  Więc byliśmy nad ogromniastym stadionem na wolnym powietrzu, Estadio Azteca, który mieścił około 114 tys. ludzi! Każde miejsce było zajęte.
  Zmieniliśmy choreografię i kolejność wyczynów kaskaderskich od czasu ostatniego widowiska, więc jeśli ktoś chce zrobić plan mający na celu naśladowanie nas, musiałby sobie to dobrze przemyśleć.
  Wokół nas, mila po mili roiło się od budynków rozciągniętych tak daleko jak byliśmy w stanie zobaczyć, i możemy zobaczyć ładny dang daleko,daleko.
- Potrzebuję zbiornika do nurkowania - Kuks powiedziała, podlatując do mnie. Zasłoniła nos jedną ręką - i maskę -zakaszlała kilka razy i potrząsnęła głową, jej oczy były zalane łzami.
- Przypuszczam, że odnosisz się do maleńkiego problemu z zanieczyszczeniem?- powiedziałem, podnosząc mój głos aby przeszył wiatr i mnóstwo wiwatów poniżej.
  Ludzie na stadionie spojrzeli w górę i zobaczyli nas rysujących się na tle grubego, szarego nieba. Ale to nie był pochmurny dzień.
  Rzecz w tym, że z dziewiętnastoma milionami ludźmi i czterema milionami samochodami i pękiem biznesów robiących coś, Meksyk jest niewiarygodnie, strasznie, obrzydliwie zanieczyszczony.
  Który był powodem dlaczego CSM chcieli żebyśmy tutaj byli - żeby dostarczyć temu międzinarodowej uwagi. Kiedy Dr Cudowna przygotowywała nas do pokazu lotniczego, powiedziała nam, że tutaj było pół miliona przypadków odnoszących się do zanieczyszczeń szpitalnych zaledwie w ostatnim roku.
  Teraz zastanawialiśmy się czy nie powiększymy tej liczby do pół miliona i siedmiu
-zaczynam mieć bóle głowy- Gazik powiedział, zataczając kółka bliżej mnie. Rozdzieliliśmy się w sześciowierzchołkową, spiczastą gwiazdę, z Totalem w środku i tłum poniżej oszalał. Jak duża fala dźwięku, monotonne śpiewy podeszły do nas.
- Mamy moc! Przyszłość jest teraz! Dziecięca zasada!
Podniosłam brew na Kła - dziecięca zasada?
Wzruszył ramionami - Nie można kontrolować co oni cytują z bloga - powiedział - Co ja miałem powiedzieć? Więcej mocy żeby dorosnąć ? Nie sądzę*.
- Jak dużo masz już czytelników? - Kieł zaczął prowadzić blog miesiące temu, używając super-duper przemyconego komputera. Miał własne fankluby i wszystko. Dziewczyny wysyłają mu śmieszne e-maile jaki to cudowny był, jaki to z niego bohater, itd. To wystarczyło, żeby obrócić mój żołądek.
- Okolo sześćset tysięcy zalogowanych codziennie - powiedział Kiel, automatycznie sprawdzając teren wokół nas. On i ja nagle poszybowaliśmy do góry, stając obok siebie, o dwóch stopach pomiędzy nami. Tłum poniżej nas był wysypany, i ja wiedziałam, że to wygląda okazale jak wszyscy sobie to wyobrażają.
  Wtedy Iggy podleciał do góry, żeby do nas dołączyć, i on,Kieł i ja zrobiliśmy trójkąt, nasze skrzydła ruszały się perfekcyjnie, więc nie zderzyliśmy się. Total wisiał w powietrzu nad nami, tak jak gwiazda na choince.
  Sto jardów pod nami, Kuks, Gazik i Angela byli potrójnym stosem dzieci-ptaków. Poruszali skrzydłami w jednym tempie: każdy w górę, każdy w dół. Za     Sygnałem Gazika, wszyscy obrócili się i zaczęli podskakiwać w powietrzu, wciąż dokładnie układając się w stóg.
  Kieł,Iggy,Total i ja policzyliśmy do dziesięciu, wtedy ustawiliśmy się pod kątem w dół, czas na nas, żeby wylądować na ziemi, na polu. Ponoć zamierzali dać nam jakiś rodzaj nagrody.
  - Jesteś narodowym bohaterem - Dr Wspaniała powiedziała wcześniej, musiałam na nią spojrzeć, na jej rude włosy, i wtedy odwróciłam wzrok, Kieł patrzył na nią z zainteresowaniem.- Nie tylko tu, ale w innych krajach też. Jesteś tak młody, a zniszczyłeś tyle zła. Plus, pomogłes nagłośnić sprawę roztapiającego się lodu na planecie, i mówiłeś do Kongresu, Zdumiewasz.
  A do kogo się uśmechała promiennie? Tak. Do Kła.
Kto, dokładnie, tracił nerwy i mówił do Komgresu? To byłam ja.
Ale osądzanie Brigid Dwyer`s to niefachowa adoracja. Kieł sam ocalił tylko część świata. Resztę ocaliła osoba ze skrzydłami za nim.
Ledwo się powstrzymywałam od wysłania Brigid na daleką podróż. Co byłoby głupie.
  Ale dlaczego nie zgadzałam się z nią w każdej kwestii, nawet nie wypowiedzianej, nawet nie pomyślanej ? Mniejsza z tym. Zapomnij, że pytałam.
  Pole obok! Ludzie! -To za dużo dla mistrzów świata, dla olimpijczyków i wszystkiego innego - nagle 114 tysięcy ludzi potrzebowało być w jednym miejscu, w jednym czasie!
  Kusiło nas jedno - rząd umundurowanych strażników wynajętych przez CSM. Granica nas chroniła od tego wybuchu furii na nich.
  Zobaczyłam Kuks, Gazika i Angele lądujących bezskazitelnie, falę tłumu i sto tysięcy kamer.
  Dołączyliśmy do reszty stada na zielonej polanie, a następnie lecąc okrążyliśmy wszystko.
  Tłum ryczał za głośno żebyśmy usłyszeli wystrzały. Cholera, nie byliśmy w stanie usłyszeć prawie niczego! To była najkoszmarniejsza sytuacja w moim życiu, mogłam sobie tylko wyobrazić, że na zewnątrz dosłownie wymagają psiej klatki.
I wiesz co podchodzi pod prawdę?
To jedna z częśći koszmaru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz