Nigdy nie widziałeś jak mega może być megalopolis* , do czasu gdy nie
zobaczyłeś Meksyku. Miasto. Zgaduję, że mogą być większe miasteczka w
jakiś Chinach albo co, ale hello, Meksyk wygląda jak gdyby się nie
kończył!
W każdym razie, Zmora mojego Istnienia i ja zgodziliśmy
się na jeszcze jeden pokaz lotniczy, i oczywiście jeden był w Meksyku,
gdzie Dr. Wspaniała spotkałaby nas.
Więc byliśmy nad ogromniastym
stadionem na wolnym powietrzu, Estadio Azteca, który mieścił około 114
tys. ludzi! Każde miejsce było zajęte.
Zmieniliśmy choreografię i
kolejność wyczynów kaskaderskich od czasu ostatniego widowiska, więc
jeśli ktoś chce zrobić plan mający na celu naśladowanie nas, musiałby
sobie to dobrze przemyśleć.
Wokół nas, mila po mili roiło się od
budynków rozciągniętych tak daleko jak byliśmy w stanie zobaczyć, i
możemy zobaczyć ładny dang daleko,daleko.
- Potrzebuję zbiornika do
nurkowania - Kuks powiedziała, podlatując do mnie. Zasłoniła nos jedną
ręką - i maskę -zakaszlała kilka razy i potrząsnęła głową, jej oczy były
zalane łzami.
- Przypuszczam, że odnosisz się do maleńkiego problemu
z zanieczyszczeniem?- powiedziałem, podnosząc mój głos aby przeszył
wiatr i mnóstwo wiwatów poniżej.
Ludzie na stadionie spojrzeli w
górę i zobaczyli nas rysujących się na tle grubego, szarego nieba. Ale
to nie był pochmurny dzień.
Rzecz w tym, że z dziewiętnastoma
milionami ludźmi i czterema milionami samochodami i pękiem biznesów
robiących coś, Meksyk jest niewiarygodnie, strasznie, obrzydliwie
zanieczyszczony.
Który był powodem dlaczego CSM chcieli żebyśmy
tutaj byli - żeby dostarczyć temu międzinarodowej uwagi. Kiedy Dr
Cudowna przygotowywała nas do pokazu lotniczego, powiedziała nam, że
tutaj było pół miliona przypadków odnoszących się do zanieczyszczeń
szpitalnych zaledwie w ostatnim roku.
Teraz zastanawialiśmy się czy nie powiększymy tej liczby do pół miliona i siedmiu
-zaczynam
mieć bóle głowy- Gazik powiedział, zataczając kółka bliżej mnie.
Rozdzieliliśmy się w sześciowierzchołkową, spiczastą gwiazdę, z Totalem w
środku i tłum poniżej oszalał. Jak duża fala dźwięku, monotonne śpiewy
podeszły do nas.
- Mamy moc! Przyszłość jest teraz! Dziecięca zasada!
Podniosłam brew na Kła - dziecięca zasada?
Wzruszył
ramionami - Nie można kontrolować co oni cytują z bloga - powiedział -
Co ja miałem powiedzieć? Więcej mocy żeby dorosnąć ? Nie sądzę*.
-
Jak dużo masz już czytelników? - Kieł zaczął prowadzić blog miesiące
temu, używając super-duper przemyconego komputera. Miał własne fankluby i
wszystko. Dziewczyny wysyłają mu śmieszne e-maile jaki to cudowny był,
jaki to z niego bohater, itd. To wystarczyło, żeby obrócić mój żołądek.
-
Okolo sześćset tysięcy zalogowanych codziennie - powiedział Kiel,
automatycznie sprawdzając teren wokół nas. On i ja nagle poszybowaliśmy
do góry, stając obok siebie, o dwóch stopach pomiędzy nami. Tłum poniżej
nas był wysypany, i ja wiedziałam, że to wygląda okazale jak wszyscy
sobie to wyobrażają.
Wtedy Iggy podleciał do góry, żeby do nas
dołączyć, i on,Kieł i ja zrobiliśmy trójkąt, nasze skrzydła ruszały się
perfekcyjnie, więc nie zderzyliśmy się. Total wisiał w powietrzu nad
nami, tak jak gwiazda na choince.
Sto jardów pod nami, Kuks, Gazik i
Angela byli potrójnym stosem dzieci-ptaków. Poruszali skrzydłami w
jednym tempie: każdy w górę, każdy w dół. Za Sygnałem Gazika,
wszyscy obrócili się i zaczęli podskakiwać w powietrzu, wciąż dokładnie
układając się w stóg.
Kieł,Iggy,Total i ja policzyliśmy do
dziesięciu, wtedy ustawiliśmy się pod kątem w dół, czas na nas, żeby
wylądować na ziemi, na polu. Ponoć zamierzali dać nam jakiś rodzaj
nagrody.
- Jesteś narodowym bohaterem - Dr Wspaniała powiedziała
wcześniej, musiałam na nią spojrzeć, na jej rude włosy, i wtedy
odwróciłam wzrok, Kieł patrzył na nią z zainteresowaniem.- Nie tylko tu,
ale w innych krajach też. Jesteś tak młody, a zniszczyłeś tyle zła.
Plus, pomogłes nagłośnić sprawę roztapiającego się lodu na planecie, i
mówiłeś do Kongresu, Zdumiewasz.
A do kogo się uśmechała promiennie? Tak. Do Kła.
Kto, dokładnie, tracił nerwy i mówił do Komgresu? To byłam ja.
Ale osądzanie Brigid Dwyer`s to niefachowa adoracja. Kieł sam ocalił
tylko część świata. Resztę ocaliła osoba ze skrzydłami za nim.
Ledwo się powstrzymywałam od wysłania Brigid na daleką podróż. Co byłoby głupie.
Ale dlaczego nie zgadzałam się z nią w każdej kwestii, nawet nie
wypowiedzianej, nawet nie pomyślanej ? Mniejsza z tym. Zapomnij, że
pytałam.
Pole obok! Ludzie! -To za dużo dla mistrzów świata, dla
olimpijczyków i wszystkiego innego - nagle 114 tysięcy ludzi
potrzebowało być w jednym miejscu, w jednym czasie!
Kusiło nas jedno - rząd umundurowanych strażników wynajętych przez CSM. Granica nas chroniła od tego wybuchu furii na nich.
Zobaczyłam Kuks, Gazika i Angele lądujących bezskazitelnie, falę tłumu i sto tysięcy kamer.
Dołączyliśmy do reszty stada na zielonej polanie, a następnie lecąc okrążyliśmy wszystko.
Tłum ryczał za głośno żebyśmy usłyszeli wystrzały. Cholera, nie byliśmy
w stanie usłyszeć prawie niczego! To była najkoszmarniejsza sytuacja w
moim życiu, mogłam sobie tylko wyobrazić, że na zewnątrz dosłownie
wymagają psiej klatki.
I wiesz co podchodzi pod prawdę?
To jedna z częśći koszmaru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz