niedziela, 6 września 2015

Rozdział 10

Od tej chwili rozpoczyna się moje tłumaczenie. Z góry przepraszam, za wszelkie niedociągnięcia, takie jak np. błędy stylistyczne, błędy w tłumaczeniu, niespójność zdań itp. Proszę was o wyrozumiałość, ze względu na mój wiek (jestem w 1 klasie gimnazjum). To pierwsza książka, którą tłumaczę, więc nie spodziewajcie się nie wiadomo czego. Zapraszam do czytania. :)



-Człowieku, czuję się świetnie!-Powiedział Gazik godzinę później. Przechylił się na krześle i
poklepał się po brzuchu, napełnionym tacosami, chipsami, salsą i ciasteczkami.                                              - KOOOOOCHAM Meksyk.-zanucił.-KOOOOOCHAM meksykańskie jedzenie.
-Jak to dobrze znów cię widzieć.-Powiedziała moja mama, całując mnie w policzek.-Ponownie.
Uśmiechnęłam się do niej.             
 -Ciebie też. Ale od dłuższego czasu nie widziałam się z Ellą.
-Mam ci tak dużo do powiedzenia.-Powiedziała do mnie moja przyrodnia siostra. Szybko wepchała sobie kilka chipsów do buzi, po czym otworzyła szeroko oczy.-Mieliśmy tańce w naszej szkole!
Mama uśmiechnęła się do  Elli, wyglądającej na bardzo zmęczoną. Przez chwilę poczułam się zazdrosna. Ella spędzała z moją mamą dużo czasu, tak w zasadzie spędziła z nią całe życie. Nagle poczułam się winna. Ella zasłużyła na naszą mamę, ja nie i to nie jej wina. Fakt, była to moja mama, ale Ella została jej dzieckiem w normalny sposób. Ja byłam tylko eksperymentem naukowym, dzieckiem z próbówki. Żadna z nas nie wiedziała, że druga istnieje,
aż do tego ostatniego roku. A teraz, bez względu na to, jak bardzo dbały o mnie, nadal
zbyt niebezpieczne byłoby dla mnie mieszkanie w jednym miejscu przez dłuższy czas. Będąc z mamą, narażałabym ją na wielkie ryzyko.
-Ty już wykonałaś niesamowitą pracę dla CSM, kochanie.-powiedziała do mnie mama.
-Ale zgadzam się, że pokazy lotnicze muszą być anulowane. Po prostu nie ma sposobu, aby zagwarantować wam bezpieczeństwo.
Jed odsunął krzesło i usiadł, opierając łokcie na stole, po czym splótł razem swoje palce.                             -Czy wszyscy się najedli?-Zapytał.                                                                                                  Odetchnęłam, nie patrząc na niego. Nigdy nie mogłam się przyzwyczaić do jego widoku. Nie mogłam uwierzyć, że kiedyś był dobrym człowiekiem, po tym wszystkim, co zrobił dla mnie i dla stada…Kiedy? Osiem miesięcy temu? Czas strasznie się ciągnął w moim życiu.
Jednak moja mama mu ufała. Ja ufałam mamie. Pomimo faktu, że o ile mi wiadomo, był moim biologicznym ojcem, nigdy, przenigdy nie myślałam o nim jako o moim PRAWDZIWYM ojcu. Nigdy.
-CSM nie jest teraz naszym jedynym zmartwieniem.-odrzekł Jed. Jego włosy od jakiegoś czasu zaczęły robić się szare.-Musimy omówić dalsze kroki.
Natychmiast poczułam, jak moja twarz kamienieje. Nie patrzyłam na Kła, ale wiedziałam, że będzie musiał odnieść to samo wrażenie co ja. Nikt z nas nigdy nie lubił, kiedy
dorośli decydowali o nas –o naszej przyszłości, o tym co robimy, i tak dalej.
-Tak?-Powiedziałam głosem, który powstrzymałby wielu ludzi.
Jed był do tego przyzwyczajony, ponieważ słyszał go od kiedy tylko nauczyłam się mówić.
-Tak.-powiedział.-Niedawno powstała nowa szkoła.-Dla uzdolnionych osób. Jest zaprojektowana, aby umożliwić dzieciom uczenie się w swoim naturalnym tempie. To jedna z niewielu takich szkół na ziemi.
Przewróciłam oczami.
-Gdzie to jest?- Zapytała Kuks. Słyszałam, zapał w jej głosie.
-W pięknej i zacisznej części Utah.-powiedział Jed.-Są tam góry, jeziora, i miejsca odpowiednie do jazdy konnej.
-Och.-powiedziała Kuks.-Kocham konie! A szkoła…Mnóstwo książek i innych dzieci…
-Kuks, to nie wchodzi w grę.-powiedziałem. Nienawidziłam jej zasmucać, ale wiedziałam,
że to był szalony plan.
Błagalne oczy Kuks zwróciły się do mnie.                                                                                                -Naprawdę? Byłoby miło być nareszcie w jednym miejscu przez dłuższy czas i dowiedzieć się nowych rzeczy w szkole.
-Ja osobiście lubię szkołę.-powiedział Ella. Mimo, że niektóre dzieci są matołami.
-Zazwyczaj mamy większe problemy niż dzieci matoły.-powiedziałam, starając się opanować moje rosnące zdenerwowanie.-Kuks, wiesz, że musimy co jakiś czas zmieniać miejsce zamieszkana. Pamiętasz snajpera-samobójcę? Nie ma mowy, że będziemy bezpieczni.
-Możemy zagwarantować wam bezpieczeństwo.-zaoferował Jed.-To bardzo ważna sprawa, zwłaszcza dla dzieci…
-Och, to naprawdę ważna sprawa.- powiedziałam sarkastycznym tonem.-Więc to jest lepsze od tych wszystkich fałszywych transakcji, co? Zagwarantujecie nasze bezpieczeństwo? Proszę. Jak można to powiedzieć, że z takim kamiennym wyrazem twarzy?
Cóż, sam Budda mógł przyjść do mnie we śnie i powiedzieć mi, że to było słuszne, a ja nadal nie weszłabym na pokład tego szalonego rejsu. Bo  w końcu, kiedy przyjdzie co do czego, kiedy moje plecy opierają się o ścianę ze zmęczenia, kiedy nie mogę myśleć, jedyną osobą, której naprawdę, naprawdę, naprawdę mogę zaufać, choćby nie wiem co, jestem ja.
Polityka ta opłaciła się dla mnie niezliczoną liczbę razy.
Kolejną osobą, której ufam, zaraz po mnie, jest Kieł.
To naprawdę nie jest osoba trzecia, nie dlatego, że nie kocham stada, czy mamy, czy jeszcze kogoś innego, ale dlatego, że Kieł jest jedyną osobą, którą znam prawie tak dobrze, jak siebie,
a zarazem jedyną osobą, która potrafi mnie zrozumieć.
Tak więc, na następnych poziomach zaufania po Kle, chciałabym wybrać resztę stada, moją mamę,
i Ellę. Jed nie znalazłby się na tej liście.
-Szkoła nie wchodzi w grę.-powiedziałem stanowczo.-Następne pytanie.

3 komentarze:

  1. Uwielbiam Maximum Ride i mam nadzieję że przetłumaczysz całą sagę :) Żeby ci się tylko nie znudziło tłumaczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Nie spodziewałam się, że tak szybko zdobędę czytelnika/ów. :D Dziękuję też za komentarz. Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie zmotywował. Teraz mam ochotę na przetłumaczenie nawet całej sagi...Niestety z powodu ograniczonej ilości czasu wolnego następny rozdział pojawi się najwcześniej w sobotę (jednak tego też nie mogę obiecać). Uwierzcie mi, że mam dużo nauki i nawet jeśli bym chciała, to nie dam rady częściej wstawiać rozdziałów. :( Jeszcze raz dziękuję za komentarz i proszę każdego, kto wchodzi na mój blog o zostawienie po sobie choćby maleńkiego komentarzyka :D. To bardzo motywuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać:
      Zapraszam na mojego drugiego bloga:
      http://aprilczylija.blogspot.com/

      Na razie tylko 1 rozdział, ale jak już wspomniałam-mam mało czasu.

      Usuń